
...
środa, 14 maja 2008 21:30:44
komentarze [0]Po prostu jestem leniwa i nie chce mi się pisać...

...
niedziela, 25 listopada 2007 22:54:06
komentarze [0]Często myślę o tym co będzie dalej... o tym co później się wydarzy, ale nadal nie umiem tego napisać...

Rozdział IV - Rozmowa z Ashlyn
wtorek, 11 września 2007 16:38:05
komentarze [0]Chociaż minął już ponad rok, napisałam nową notkę. Wiedziałam co chcę w niej umieścić, tylko nie umiałam tego opisać, a byłam pewna, że bez tego rozdziału nie mogę umieścić tu następnych wydarzeń... Wczoraj wieczorem naszła mnie wena i zaczęłam pisać, a teraz przenoszę to na bloga... Nie wiem, czy komuś chce się jeszcze czytać to opowiadanie po tak długiej przerwie, ale i tak dziękuję, że kiedykolwiek byliście ze mną.
Ashlyn Bellini była średniego wzrostu Gryffonką. Na początku roku szkolnego przeniosła się razem z bratem z Beauxbattons do Hogwartu. Ash i Rayan do dziesiątego roku życia byli wychowywani przez ciotkę w Anglii, ale zawsze wiedzieli, że gdy będą mieć jedenaście lat - pojadą do szkoły we Francji. Od urodzenia uczyli się dwóch języków (angielskiego i francuskiego).
Niestety gdy Rayan miał siedemnaście lat, a Ashlyn szesnaście - ciotka zmarła. Pozostawiła po sobie w spadku dom i pełną skrytkę w banku Gringotta, które mogła otrzymać jedynie jej najbliższa rodzina. Jedynym warunkiem było zamieszkanie w tym domu. Rodzice Ash i Rayan'a mieli kłopoty finansowe, więc pewnego dnia pod koniec wakacji poinformowali swoje dzieci, iż zakończyły swoją edukację w Beauxbattons i wracają do Anglii, gdzie będą się uczyć w Hogwarcie. Rodzice Rayan'a i Ash, nie pozwalając im się sprzeciwić, wrócili z dziećmi do Anglii, w miejsce, w którym rodzeństwo się wychowało.
Ashlyn była z natury nieśmiała i trudno nawiązywała nowe znajomości, więc oczywiste jest, że nie chciała zmieniać szkoły i zostawiać wszystkich przyjaciół we Francji. Bała się, że zostanie sama.
Rayan natomiast był stu procentowym przeciwieństwem Ash. W dawnej szkole uchodził za jednego z przystojniejszych chłopaków. Nigdy się niczego nie bał, zawsze podejmował wyzwania, przez co często pakował się w kłopoty. Zdarzało mu się przesadzić z alkoholem, ale nigdy nie został na tym przyłapany. Zmieniał dziewczyny jak rękawiczki. Zawsze otrzymywał to, co chciał. Bardzo się ucieszył, gdy dowiedział się o powrocie do Anglii. Przyda się jakaś zmiana, a on uwielbiał zmiany!
Właśnie skończył się obiad i większość uczniów w pośpiechu opuszczała zamek, aby nacieszyć się ostatnimi promieniami słońca na bezchmurnym niebie.
Jednymi z nielicznych, którzy pozostali w zamku były April Kaplan i Ashlyn Bellini. Szły powoli zmierzając do wyjścia i rozmawiając.
-(...)Zapomniałabym. Muszę z Tobą porozmawiać!
-O czym? - Zapytała April.
-Może gdzieś usiądziemy? O, tam na schodach przed wejściem będzie odpowiednio. - Usiadły na górnych stopniach schodów, w miejscu, gdzie bardzo przyjemnie grzało słońce i nie było za dużo ludzi. - Chciałabym z Tobą porozmawiać o moim bracie... - Zaczęła Ashlyn. Widząc, że koleżanka chce coś powiedzieć, dodała - nie przerywaj mi! Podobno wy... jesteście razem. Chcę Cię uprzedzić, żebyś na niego uważała, on może Ciebie bardzo skrzywdzić.
-Znam go!
-Nie byłabym tego taka pewna!
-Nic mi nie zrobi, a jeśli by nawet próbował... Umiem się bronić. - Ze śmiechem uderzyła coś niewidzialną pałką do quidditcha.
-Wiem, ale lepiej na niego uważaj! Nie znasz go aż tak dobrze jak ja! W Beauxbattons miałam bardzo dobrą przyjaciółką... Była zakochana w Rayanie od pierwszej klasy, a on to wykorzystał, on JĄ wykorzystał! Ona nie umiała sobie z tym poradzić! Nadal trudno jej o tym mówić. Chociaż byłyśmy przez pięć lat przyjaciółkami, ona stwierdziła, że mimo to jego siostrą jestem dłużej i pewnie jestem taka sama jak on! Znienawidziła mnie! Nawet nie wiesz jak się ucieszyła, kiedy poinformowałam ją, że nie będziemy z Rayan'em chodzi do Beauxbattons! - Na chwilę zamilkła, żeby zabrać powietrze. - Najlepiej by było dla ciebie, gdybyś przestała się z nim spotykać!
-On mi tego nie zrobi! Zależy nam na sobie! Może ty jesteś po prosty zazdrosna?!
Nie czekając na odpowiedź April wstała i udała się w stronę swojego dormitorium.
-Tylko później nie mów, że Cię nie ostrzegałam! - Zawołała za odchodzącą ślizgonką. -
Przynajmniej próbowałam...
-Jak Lyn może myśleć, że zerwałabym z Rayan'em bo ona tak chce?! On by mnie nie skrzywdził...

...
poniedziałek, 10 września 2007 18:14:14
komentarze [0]Przepraszam...

...
czwartek, 5 kwietnia 2007 18:31:55
komentarze [2]Staram się wrócić...

Jeszcze trochę...
środa, 17 stycznia 2007 18:52:19
komentarze [1]Niestety nie wróciłam z nową notką, ale cały czas staram się ją napisać...

Przerwa
czwartek, 19 października 2006 18:15:43
komentarze [2]Przepraszam, ale na razie notki nie będzie...

Rozdział III - Ryan Bellini
środa, 30 sierpnia 2006 18:58:30
komentarze [6]Notka dopiero teraz, bo nie miałam jakoś weny...
Był koniec października, na dworze robiło się coraz zimniej i mniej przyjemnie, prawie nikt nie przebywał na błoniach...
Pewna dziewczyna właśnie wychodziła z biblioteki, przypadkowo upuściła książki, już miała po nie sięgać, gdy zobaczyła, że jakiś chłopak robi to za nią.
-Dzięki... Nie musiałeś tego robić... - powiedziała.
Chłopak wyciągnął rękę do April i się przedstawił:
-Ryan Bellini, nowy kapitan drużyny guidditcha Ślizgonów.
-April Kaplan. - powiedziała podając rękę chłopakowi - Czy ty jesteś bratem Ashlyn?
-Widzę, że już poznałaś moją siostrzyczkę... Prawdę mówiąc nie przepadamy za sobą.
-Ona jest całkiem miła - powiedziała dziewczyna.
-Według mnie za miła! Pewnie dlatego jest w Gryffindorze.
-Też mi się tak wydaje... - dziewczyna przez chwilę się zastanawiała - Kiedy masz zamiar zrobić trening? Pierwszy mecz będzie już niedługo...
-To ty też grasz w quidditch? Myślałem, że to nie jest sport dla dziew... - nie dokończył, bo April uderzyła go w ramię - Przecież to prawda! Nie boisz się, że złamiesz sobie paznokieć?! - mówiąc to śmiał się.
-A wiesz, że się nie boję! To kiedy ten trening? Jeszcze Ci pokażę, że umiem świetnie grać!
-Niech Ci będzie... Jeszcze się przekonamy... W sobotę o 19:00... Nie spóźnij się!
-Ok...
Doszli do Pokoju Wspólnego, każde z nich chciało pójść do swojego dormitorium, ale w pewnym momencie dziewczyna odwróciła się i podbiegła do chłopaka.
-Mam jeszcze jedno pytanie...
-Jakie?
-Przecież dopiero od tego roku chodzisz do Hogwartu. Jak to się stało, że zostałeś kapitanem drużyny?
-Po prostu grałem tak świetnie, że dyrektor mojej byłej szkoły poprosił Dippet’a, żebym nim został.
-Osoby ze starej drużyny też grają dobrze!
-Zgadza się "dobrze", ale to za mało! A teraz wybacz, ale muszę iść. Do zobaczenia.
-Cześć - odpowiedziała.
Tydzień minął bardzo szybko, zanim April się spostrzegła nadeszła sobota - dzień treningu. O godz. 18:45 dziewczyna udała się na boisko od quidditch. Usiadła na miotle i odbiła się od ziemi. Uwielbiała to, wtedy człowiek czuje się taki wolny i szczęśliwy, wszystkie problemy i smutki zostają tam, na dole. Można się od wszystkiego oderwać, odpocząć...
-Kaplan!!! Na dół!!!
-O co Ci chodzi Bellini!
-Przyszłaś sobie tu i nie czekałaś na innych! To ma być trening, a nie relaksowanie się!
-Niech Ci będzie! - powiedziała poirytowana.
-...Na początek będziemy sobie podawać kafla, a po jakiś 10min. zaczniemy grac. TERAZ możecie lecieć w górę!
-Mógłby sobie odpuścić! - pomyślała - Robi wszystko, żeby mnie zdenerwować!
Przez godzinie wszystko szło dobrze, Ryan był pod wrażeniem, że April jednak miała rację - gra bardzo dobrze, chyba najlepiej ze wszystkich (czyt. oczywiście oprócz Ryan'a). Ale wszystko co dobre, kiedyś musi się skończyć... W pewnym momencie dziewczyna źle odbiła tłuczka i zrzuciła kapitana z miotły. Szybko zleciała na dół, żeby zobaczyć, czy nic mu nie jest.
-Nic mi nie jest... Jeśli nie liczyć nogi... Chyba jest złamana...
-Złap się mnie. Pomogę Ci wstać i zaprowadzę Cię do Skrzydła Szpitalnego.
-Jesteś dziewczyną! Nie utrzymasz mnie! Lepiej niech mnie tam zaprowadzi ktoś inny!
-Znowu mi to wypominasz! Skoro miałam tyle siły, żeby zrzucić Cię z miotły, to dam radę Ciebie tam zaprowadzić! Inni niech lepiej dalej trenują, przecież widzisz jak im "świetnie" idzie.
-Niech Ci będzie. - Ryan oparł się o ramię April i zawołał do reszty - Nie przerywajcie sobie! Musimy wygrać!
April zaprowadziła chłopaka do SS i pomogła mu się położyć, następnie zawołała młodą pielęgniarkę panią Pomfrey.
-To tylko złamana noga. Podam Ci mój drogi eliksir, ale będziesz musiał tu zostać do jutra. - podała mu buteleczkę - Wypij to. - podała mu drugą - Po tym będziesz spać do rana i nic Ci się nie przyśni.
-Mogłabym tu jeszcze przez chwilę pobyć? - pani Pomfrey popatrzała na dziewczynę i powiedziała:
-Możesz... ale tylko przez godzinie. Ja teraz muszę wyjść. Dobranoc.
April patrzała jak Ryan zasypia i poczuła się... bardzo śpiąca i zmęczona...
Obudziła się rano, a widok, który zobaczyła podziałał na nią, tak, iż spadła z łóżka. Znajdowała się w SS i spała na jednym łóżku z Ryan'em, który właśnie się z niej śmiał!
-Przestań! Jesteś okropny! - teraz sama zaczęła się śmiać
- Co ja tu robię? Przecież wczoraj... O nie! Zasnęłam tu! - powiedziała do siebie i wstała.
-Widzę, że panna Kaplan przyszła już po pana... - powiedziała pielęgniarka, która właśnie weszła - Możecie już iść.
-Do widzenia! - odpowiedzieli ciągle się śmiejąc.
Całą drogę do PW rozmawiali i nawet... polubili się... Przed wejściem chłopak zatrzymał się, przyciągnął dziewczynę i pocałował. Najpierw delikatnie, ale później coraz namiętniej. April nie opierała się, odwzajemniła pocałunki.
-Zostaniesz moją dziewczyną? - zapytał po chwili.
-Jasne! - gdy to powiedziała powrócili do poprzedniej czynności...

Rozdział II - Nowa znajomość
czwartek, 10 sierpnia 2006 14:41:24
komentarze [13]April dzieliła dormitorium tylko z Meg, a gdy do niego weszła koleżanki jeszcze tam nie było. Dziewczyna szybko przebrała się w piżamę i wskoczyła do łóżka. Przez chwilę leżała na plecach rozmyślając jaki będzie ten nowy rok szkolny, czy będzie jej dobrze szło, jaki przystojny jest ten Tom Riddle.
-Nie mam zamiaru myśleć o Riddle'u!!! - powiedziała do siebie -
Hmm... powiedzmy pomyślę o guiddtitchu... Ciekawe, czy w tym roku zdobędziemy puchar?... Tak rozmyślając dziewczyna zasnęła.
Obudziły ją Jess i Monica skaczące po jej łóżku.
-Dziewczyny! Co wy wyprawiacie?! Czemu skaczecie po moim łóżku?! - Mówiąc to zakryła głowę poduszką.
-Musiałyśmy jakoś Ciebie obudzić, a to był najdelikatniejszy sposób... - Jess i Monica przestały skakać, ale w zamian za to usiadły obok April - Jest już rano, pospiesz się bo nie zjesz śniadania i nie dostaniesz planu lekcji.
-Ok, ok. już wstaję - April popatrzyła za okno, które miała przy łóżku* - rzeczywiście było jasno - A o co wam chodziło mówiąc, że to był: "Najdelikatniejszy sposób"?
-No bo wiesz... Mogłyśmy zrzucić Cię z łóżka, albo polać zimną wodą... - gdy Monica to powiedziała wszystkie dziewczyny zaczęły się śmiać.
-To idziemy w końcu na śniadanie czy nie? Zdążyłam się już umyć i przebrać.
April z koleżankami wyszły z dormitorium i udały się do Wielkiej Sali.
Po drodze na śniadanie dziewczyny rozmawiały o przedmiotach, które wybrały na owutemy.
-Ciekawe ile będziemy mieć lekcji dziennie?... - spytała Rachel - Jakie przedmioty wybrałyście?
-Ja wybrałam transmutację, zaklęcia, runy, zielarstwo, astronomię, historię magii, wróżbiarstwo i obronę przed czarną magią... Chyba nie wybrałam za mało?... - powiedziała niepewnie Meg.
-Za mało? haha!!! - wybuchnęła śmiechem Jess - Ja wybrałam tylko: zielarstwo, zaklęcia i eliksiry. Nie wiem co chcę robić w przyszłości, ale chcę, żeby to nie było męczące!
-A ja wybrałam takie same jak Jess, ale dodałam jeszcze transmutację i obronę przed czarną magią - chcę być uzdrowicielem - powiedziała Rachel.
-Mi przede wszystkim potrzebna była numerologia, ale wybrałam także eliksiry, transmutację, zaklęcia i obronę przed czarną magią - odezwała się April, a Monica dodała:
-Ja wybrałam to samo co Ty... Ciekawe czy ktoś przy zdrowych zmysłach wybrał mugoloznawstwo? A skoro jesteśmy już przy tym temacie to uważam, że nie powinni wpuszczać do szkoły szlam! Szkoda, że Komnata Tajemnic została zamknięta! Wtedy to były fajne czasy... - rozmarzyła się Monica.
-Wtedy? To było kilka miesięcy temu, a mówisz, jakby co najmniej 50lat temu - dziewczyny zaczęły się śmiać.
Gdy zjadły śniadanie otrzymały plany lekcji od Slughorna.
-Och nie! Mam teraz transmutację, później zaklęcia i 2 godz. eliksirów - przynajmniej coś na pocieszenie...
-Nie tylko ty masz dzisiaj tą nudną transmutację z Dumbledorem!!! - dodały równo Monica, Rachel i Meg.
-To na co czekacie! Chodźmy na lekcję, zaczynają się za 10 min.! - powiedziała April znudzonym głosem patrząc jak przyjaciółki gadają w najlepsze - A zanim dojdziemy do klasy!...
-No dobra chodź już!
Po jak zwykle nudnych transmutacji i zaklęciach, April udała się sama na błonia. Usiadła pod wierzbą płaczącą przy jeziorze. A, że był piękny i gorący dzień - dziewczyna zdjęła byty i zanurzyła nogi w wodzie. Delikatny wiatr rozwiewał jej włosy. Czuła się taka szczęśliwa. Co by zrobiła bez Hogwartu, bez Monicy, Jess, Meg i Rachel...
Coś wyrwało ją z tych rozmyślań. Tym czymś był chłopak, który patrząc na nią potknął się o korzeń drzewa, twarz miał całą czerwoną. April zaśmiała się, ale w pewnym momencie przestała i spojrzała na zegarek - za 2 min. eliksiry!
Szybko założyła buty, nie zawiązując ich i pobiegła w stronę lochów. W pewnym momencie zderzyła się z kimś.
-Och... Przepraszam... Spieszę się na lekcję... - wyciągnęła ręką aby pomóc wstać osobie, na którą wpadła. Była to blondynka o lekko kręconych włosach i brązowych oczach, trochę niższa od April.
-Dziękuję. Masz teraz eliksiry? - spytała niepewnie - Bo ja nie wiem jak tam dojść, wcześniej chodziłam do innej szkoły.
-Tak zaprowadzę Cię tam. jestem April Kaplan.
-A ja Ashlyn Bellini. W jakim jesteś domu, bo ja w Gryffindorze.
-Ja w Slytherinie, - blondynka dziwnie i nieufnie się na nią popatrzyła - ale to nie znaczy, że nie jestem miła - uśmiechnęła się - zapoznam Cię z moimi koleżankami... tylko, czy ty jesteś... czystej krwi? Bo wiesz mi to nie przeszkadza, ale im trochę tak, zwłaszcza Monice...
-Tak, jestem czystej krwi. To bardzo miło z twojej strony - tym razem Ashlyn się uśmiechnęła.
Gdy dziewczyny weszły do klasy April wyjaśniła Slughornowi, że po drodze spotkała Ashlyn, która się zgubiła, więc postanowiła, że pójdą razem i się zagadały. Profesor tylko je upomniał, żeby więcej tak nie robiły i zaczął prowadzić lekcję.
-Ale ty masz szczęście. Mi dałby szlaban, gdybym się spóźniła - powiedziała szeptem Monica
-Bo jesteś beznadziejna w eliksirach. Osobiście nie mam pojęcia jak udało Ci się zdać z nich SUMA i po co się na nie zapisałaś?
-Tak jakoś wyszło... No i wybierałam takie lekcje jak ty... - odpowiedziała Monica.
Dopiero teraz April poczuła w powietrzu zapach deszczu, tulipanów, lasu i mięty. Od razu wiedziała co to za eliksir (gdy była w 4 klasie jakiś chłopak próbował jej go dolać do soku). Gdy Slughorn zadał właśnie takie pytanie, natychmiast się zgłosiła.
-To amortencja - najsilniejszy eliksir miłosny - April opowiedziała po czym go poznała i jego prawdziwe działanie.
Później ważyli Wywar Żywej Śmierci (tylko u 2 osób wyglądał jak powinien - u April i Toma). Lekcje bardzo szybko minęły.
Dziewczyna zapoznała Ashlyn z przyjaciółkami i poszła sama do biblioteki. Po drodze znowu na kogoś wpadła, ale tym razem się nie wywrócili.
-Za dużo tego jak na jeden dzień! Muszę się nauczyć uważać jak chodzę! - pomyślała
-Cześć - powiedziała osoba, z którą sie zderzyła - Tom Riddle - Nic Ci się nie stało?
-Nie, nic... Chcesz mi coś powiedzieć, bo jeśli nie to wybacz, ale się spieszę.
-Mam do Ciebie prośbę. Widzę, że Slughorn Ciebie lubi, więc podpytaj się go co to są horkruksy.
-Nie zrobię tego - oświadczyła spokojnie.
-Co?! - za to on był wściekły.
-Równie dobrze ty mógłbyś to zrobić! Ciebie też lubi, a ja nie mam zamiaru męczyć się za Ciebie! W końcu zrób coś sam! - odwróciła się i odeszła -
Nie jestem jego służącą! - pomyślała -
Taki fajny dzień, a on musiał go zepsuć! Jak ja go nienawidzę!...
*wiem, że Ślizgoni mieszkają w lochach, ale nie wszystkie lochy muszą być w podziemiach!

Rozdział I - Ekspres Hogwart
wtorek, 1 sierpnia 2006 15:36:34
komentarze [5]Notka jest dosyć długa i trochę nudnawa, ale mam nadzieję, że wszystko się w niej wyjaśnia... Nie umiem za bardzo pisać, tym bardziej, że jest to pierwszy rozdział... Życzę miłego czytania, a nowa notka jak napiszę 3 rozdział... I jeszcze coś: przepraszam za te niektóre przerwy, ponieważ one robią się same (tylko tą pierwszą i trzecią ja zrobiłam) i nie umiem nic z tym zrobić...
-A więc przyszedł pan panie profesorze tylko po to wspomnienie?
-Tak... Czy ty wiesz co ono zawiera? - zapytał Dumbledor młodą dziewczynę.
-Nie i nie chcę wiedzieć. Tylko raz zapytałam o to kiedyś mamę, ale ona nie chciała mi powiedzieć... A teraz ja... boję się tego dowiedzieć... Co jakiś czas wlewała do tej buteleczki inne wspomnienia...
-Od tego może bardzo wiele zależeć.
-Ale ja nie chcę wiedzieć! Ona została zamordowana nie cały rok temu... Teraz muszę mieszkać u jej starszej siostry, która jest charłakiem, wyszła za mugola i ma 2 córki, które nie mają magicznych zdolności. Tu się nie da żyć, więc cieszę się, że wracam do Hogwartu... Tam jestem naprawdę szczęśliwa. Boję się, że jeśli to zobaczę to stanie się za mną to, co się stało z nią... A ja boję się śmierci...
-Dobrze Cię rozumiem Kelly, ale zapewniam, że nic Tobie się nie stanie, a pomoże wiele wyjaśnić - odpowiedział spokojnie Dumbledor.
Kelly przez chwilę się zastanawiała, ale jednak wyciągnęła korek z małej buteleczki i wlała wspomnienie do myślodsiewni, w której zanurzyła twarz. Zobaczyła stację King's Cross i Ekspres Hogwart...
Peronem szła dziewczyna - wysoka szatynka, o oliwkowej cerze i zielono - brązowych oczach. Wsiadła do pociągu i zaczęła szukać swoich koleżanek w przedziałach, a gdy je znalazła usiadła z nimi.
-Cześć April - powiedziały chórem i zaczęły się śmiać.
-Witajcie - odpowiedziała dziewczyna.
-Czy nam się tylko wydawało, czy naprawdę nikt Ciebie nie odprowadził?
-Nie wydawało wam się. Mama musiała zostać w domu. No wiecie przecież zajmuje się Eris, ma dopiero roczek - Odpowiedziała April wkładając bagaże na półki.
-A twój tata, albo 2 siostra - Emma? Nienawidzę charłaków! - zapytała blondynka.
-Tata jak zwykle w pracy w ministerstwie. Prawie nigdy nie ma go w domu, tylko ten jego Departament Tajemnic... A Emma ma własne życie... Rodzice jej nienawidzą, nie dość, że jest charłakiem to jeszcze zamierza wziąć ślub z mugolem...
-Dobra zmieńmy już temat - zaproponowała dziewczyna w kręconych, rudych włosach.
-Dobry pomysł Meg - powiedziała blondynka.
-Ten Riddle jest taki przystojny - tym razem odezwała się jedna z brunetek.
-Ten jego uśmiech - blondynka.
-To jak się na nas patrzy - druga brunetka.
-I ma tylu przyjaciół – ruda.
-To nie jest przyjaźń! Traktuje wszystkich jakby byli jego służącymi! On nie wie co to jest przyjaźń! - zaprzeczyła April.
-A ty wiesz? - zaśmiała się blondynka - przecież ty się wszystkimi zabawiasz.
-A właśnie, że wiem Monico!
A może rzeczywiście nie wiem. - to ostatnie dodała szeptem - Poza tym nikim się nie zabawiam! To był tylko 1 pocałunek i to przez przypadek! Tom przewrócił się na mnie no i..., żeby nie przepraszać pocałował mnie... -
Właściwie to całkiem fajnie było pomyślała - Przecież mam 16lat, mogę się całować z kim chcę! I czy to moja wina, że się podobam chłopakom?!
-Jasne, że możesz! Nikt Ci nie zabrania, ale hipotez to ty nie umiesz wymyślać! To przecież oczywiste, że mu też się podobasz i dlatego właśnie Ciebie pocałował, a nie np. Meg - powiedziała znudzonym głosem Monica.
-Wielkie dzięki, że za przykład wzięłaś akurat mnie - powiedziała ze śmiechem Margaret.
-Ale może ja nie chcę mu się podobać?! Może wcale go nie lubię?! Owszem jest przystojny, ale nie odpowiada mi to jak wykorzystuje ludzi! - Wykrzyczała April.
-Dajcie już spokój, bo mam tego dość - powiedziała pierwsza brunetka zwracając się do drugiej - Jess sprawdź, jeśli możesz, czy "idzie" jedzenie, bo zrobiłam się głodna.
W tym momencie do przedziału wjechał wózek ze słodyczami, a dziewczyny wykupiły z niego prawie wszystko.
-Widzisz Rachel, nie musiałam nawet wychodzić z przedziału - powiedziała Jess i pokazała język siostrze.
-Ale się najadłam. Lepiej się przebierzmy bo jest ciemno, wiec chyba już dojeżdżamy.
-Masz rację Meg. Meg!!! Przecież ty nie poszłaś do przedziału prefektów!!!
-Wiem - odparła spokojnie dziewczyna - zapomniałam... Chyba mnie za to nie wyrzucą?...
-Mam taką nadzieję, ale i tak zawsze uważałam, że April byłaby lepszym prefektem! - powiedziała Monica.
-Ja się z tobą nie zgadzam - odpowiedziała April - Nie wybrali mnie i wcale się nie dziwię. Jak mogliby wybrać osobę, która przy każdym meczu quidditcha łamie komuś przynajmniej nos?!...
-Owszem, ale to tylko dlatego, że grasz na pozycji pałkarza i jesteś chyba 1 dziewczyną od stuleci grającą na tej pozycji i jesteś świetna. - odpowiedziała Monica.
-Może w końcu wyjdziemy?! Pociąg od przynajmniej 5 min. stoi na stacji - w brutalny sposób rozmowę przerwała Jess.
-Och... Oczywiście...
Na stacji został już tylko jeden powóz, gdy do, którego wsiadły dziewczyny ruszył.
Gdy weszły do Wielkiej sali okazało się, że Ceremonia Przydziału już się skończyła.
Każda z dziewczyn zajęła swoje miejsce przy stole ślizgonów.
-Monico
-O ćo odzi? - zapytała dziewczyna z ustami pełnymi jedzenia.
-Dziwię się Tobie, że możesz coś jeszcze zjeść. Ja się najadłam w pociągu...
-No wiesz to wszystko wygląda tak smacznie, nie umiałam się powstrzymać. - Monica przez chwilę się zastanawiała - Wiem, że powinnam schudnąć, ale nie potrafię, za to ty masz taką śliczną figurę.
-Dzięki, ale ja się z tym nie zgadzam. Może nie jesteś idealna, ale przynajmniej nie masz takich pięknych, tłustych włosów jak ta Elieen Prince z 3 roku.
Monica i April śmiejąc się poszły do dormitorium...

Informacja
poniedziałek, 31 lipica 2006 17:33:47
komentarze [0]No i oto powstał kolejny nudny blog o tematyce HP, za czasów Riddle'a... Narazie nic nie dodałam, ponieważ najpierw muszę napisać 2 rozdział, żeby wena nie uciekła i nie skończyło się na 1. A więc 1 rozdział juz niedługo, a kawałek jego można przeczytać w menu.
Rozdział I - Ekspres Hogwart
Rozdział II - Nowa znajomość
Rozdział III - Ryan Bellini
Rozdział IV - Rozmowa z Ashlyn